Nie przeszło. .

- A więc rozmowa będzie w cztery oczy. Jestem zaszczycony.. - W którym momencie ja się pojawiłem? - spytał Havelock. - I dlaczego właśnie ja?. - Ha - nie wytrzymał Jaskier. - Znasz się na rybach, jak widzę.. Wytrzymała w marszu do południa, potem upał zmógł ją i zmusił do odpoczynku. Drzemała długo, skryta w cieniu pod kamiennym uskokiem. Cień nie dawał chłodu, ale był lepszy niż palące słońce. Pragnienie i głód płoszyły sen. Daleki łańcuch górski, jak się jej zdawało, palił się i błyszczał w słonecznych promieniach. Na szczytach tych gór, pomyślała, może leżeć śnieg, może tam być lód, mogą tam być strumienie. Muszę tam dotrzeć, muszę tam dotrzeć szybko. Szła prawie całą noc. Postanowiła kierować się gwiazdami. Całe niebo było w gwiazdach. Ciri żałowała, że nie uważała na lekcjach i że nie chciało jej się studiować atlasów nieba, które były w świątynnej bibliotece. Znała, rzecz jasna, najważniejsze gwiazdozbiory - Siedem Kóz, Dzban, Sierp, Smoka i Zimową Pannę, ale te akurat leżały wysoko na nieboskłonie i trudno było się nimi kierować w marszu. Udało się jej wreszcie wybrać z migoczącego mrowia jedną dość jasną gwiazdę, wskazującą, w jej mniemaniu, właściwy kierunek. Nie wiedziała, co to za gwiazda, więc sama nadała jej nazwę. Nazwała ją Okiem. Szła. Łańcuch górski, ku któremu zmierzała, nie zbliżył się ani trochę - wciąż był tak samo daleko jak poprzedniego dnia. Ale wskazywał drogę. Idąc, rozglądała się bacznie. Znalazła jeszcze jedno jaszczurcze gniazdo, były w nim cztery jaja. Wypatrzyła zieloną roślinkę, nie dłuższą od małego palca, która jakimś cudem zdołała wyrosnąć między głazami. Wytropiła dużego brunatnego chrząszcza. I cienkonogiego pająka. Zjadła. Otwierało drogę awansu „młodym kadrom". Nastąpiło więc wyraźne „odchudzenie".