Wcale nie. O dziewiątej rano skończyłam nocny dyżur i jedyne, co mi teraz pozostało, to próbować przez cały dzień nie zasnąć, żebym w nocy mogła normalnie spać. Nie mam nic lepszego do roboty niż wysiadywać po kawiarniach i rozmawiać z obcymi mężczyznami. Ty natomiast powinieneś jak najszybciej udać się do izby przyjęć najbliższego szpitala. To znaczy, jak tylko uregulujesz mój rachunek. .

- Jeszcze jedno - powiedział Quinn.. Mój miecz zbyt wiele kosztował, by nim rzucać, elfie! krzyknęła. - Żeby go wziąć, będziesz musiał łamać mi palce! Jestem Czarna Rayla! No, chodźcie! Nie czekała długo.. "Tehanu", jak się rzekło, przyszła późno, w tak zwanym międzyczasie przez półki przewaliła się lawina feministycznej fantasy. Z jednym, wspólnym tematem - kobieta w świecie mężczyzn. Kobieta w świecie Conanów, tak, jak kobieta w świecie Fordów, Rockefellerów i Iaccoców. Nie gorsza, wręcz lepsza. Z trudem, w ciężkiej walce, ale lepsza. Kobieta, bohaterka Marion Zimmer Bradley, C. J. Cherrych, Tanith Lee, Barbary Hambly, Patricii McKillip, Julian May, Diany Paxson, Mercedes Lackey, Jane Yolen, Pauli Volsky, Susan Dexter, Patricii Kennealy, Friedy Warrington, Jane Morris, Sheri Tepper, Jennifer Robertson, Margaret Weis, Phylis Eisenstein, Judith Tarr i innych.. Krąży wokół nich, niby blada planeta, Joe Jakmutam, znany Łodziowi z przesłuchania w niemieckim kontrwywiadzie; druciane okulary i zawodowa nijakość, choć obecnie irlandzka skłonność do melancholijnej radości. Z głośników płyną znane na całym świecie ludowe pieśni, o charakterystycznym, zaraźliwym rytmie i zaskakującej harmonii, która sprawia, że beztroska rubaszność bez uprzedzenia wprowadza w bezbrzeżny, nieukojony smutek. Joe podryguje w rytm melodii, obejmując za szyję czwartego, znanego wszystkim Irlandczyka, tego od obwąchiwania i obsłuchiwania z papierosem w palcach kłopotliwej klimatyzacji kantyny Tym razem w marynarce, z wyłupiastymi oczami szklącymi się rozrzewnieniem, Jamesonem, albo jednym i drugim, jest niemal nie do poznania. No i ani dba o rosnącą duchotę pełną woni perfum, przypraw, papierosowego, cygarowego i fajczanego dymu, potu wsiąkającego w koszule, bluzki i suknie,. - Wolejbym był zamarzł pod Niedzborzem! Tyś to mnie odgrzebywał? - Ja, z innymi.. - Myślałam zawsze, że to piękny i wzniosły stan ducha, szlachetny i godny, nawet, jeżeli unieszczęśliwia. Przecież tyle ballad ułożyłam o czymś takim. A to jest organiczne, Geralt, podle i przejmująco organiczne. Tak może się czuć ktoś chory, ktoś, kto wypił truciznę. Bo tak, jak ktoś, kto wypił truciznę, jest się gotowym na wszystko w zamian za odtrutkę. Na wszystko. Nawet na poniżenie. - Essi. Proszę cię.... - Właściwie nie, ale jest jeszcze w cielęcym wieku. W ogóle nie przypomina. Kiej Północy i sowieckiego Dalekiego Wschodu. Wielkie kompleksy penitencjarne epo-. Pierwsi ludzie zostali zatem stworzeni jako istoty wolne, mądre, wiodące szczęśliwe życie w Raju. Wolność swoją wykorzystali jednak przeciwko Bogu, łamiąc jego zakaz spożywania owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego. Zostali za to ukarani w-y-gnaniem z Raju, dlatego właśnie ludzie muszą wieść ciężki żywot człowieka śmiertelnego. To nie Bóg odpowiada zatem za aktualną kondycję ludzką; jest ona "skutkiem serii błędów i grzechów popełnionych przez przodków. (...) Gatunek ludzki jest rezultatem swych własnych czynów" - konkluduje Eliade (M. Eliade, 1988, s. 116). Oznacza to faktycznie, że mamy pewną skłonność do czynienia zła, co ujawnia się już w poczynaniach pierwszych rodziców. Musimy mieć zatem świadomość własnej słabości i ułomności, jak też nieustannie się z nią zmagać. Wyrazem tego jest nasz stosunek do postaci Adama i Ewy. "Ich postępek - pisze Kołakowski - spotkał się z wyrozumiałością: bo i któż potrafi się zawsze opierać pokusie?" (L. Kołakowski, 1988, s. SO). Człowiek musiał zostać ukarany, bo od początku przejawiał skłonność dorównania Bogu. "Był to największy grzech - pisze Eliade - jakie stworzenie mogło popełnić przeciw swemu Stwórcy" (M. Eliade, 1988, s. 118).. - Co się ma dziać? - odparł lekceważąco Grochowski. Chłopak zdrów, dobrał sobie kamratów i w kolej wszystkich okradał, dopókim go wczoraj nie ustrzelił. - I cóż teraz będzie - zawołał Grzyb, znowu okładając Jaśka pięściami: - Już ja się, tatku, poprawię... Już się ożenię z Orzechowszczanką i osiądę na gospodarce....