Trzecim miejscem, do którego dotarł meldunek, był budynek dowództwa policji Obszaru Doliny Tamizy w Kidlington. Policjantka Janet Wren kończyła nocną zmianę o 7.30 i właśnie szeroko ziewała, kiedy chrapliwy głos z amerykańskim akcentem zatrzeszczał w jej słuchawkach. Była do tego stopnia zdumiona, że przez długą sekundę myślała, że to żart. Potem spojrzała na instrukcje i wystukała kilka liter na klawiaturze komputera po swojej lewej stronie. Na monitorze natychmiast rozbłysły długie rządki poleceń, które ciężko przestraszona dziewczyna zaczęła wypełniać co do joty. .

- Mów dokładniej! Skąd wiedziała? Michael zacisnął Włochowi pięść na włosach i omal go nie oskalpował.. Próbie. Prędzej czy później musiał nadejść koniec. Poza Potomakiem istniał o wiele zdrowszy świat, którego żaden z obu strategów nie miał okazji zakosztować przez zbyt wiele lat.. - Ach, wiem. W szkole zawsze zazdrościłam ci cery. Bogowie, ileż to lat? Yennefer udała, że odkłania się komuś z przechodzących. Sabrina zaś uśmiechnęła się do wiedźmina i rozkosznie wypięła to, czego nie krył czarny szyfon. Geralt ponownie przełknął ślinę, starając się nie patrzeć zbyt nachalnie na jej różowe sutki, aż nadto widoczne pod przejrzystą tkaniną. Spojrzał płochliwie na Yennefer. Czarodziejka uśmiechała się, ale znał ją zbyt dobrze. Była wściekła. - Och, wybacz - powiedziała nagle. - Widzę tam Filippę, muszę z nią koniecznie porozmawiać. Pozwól, Geralt. Pa, Sabrina. - Pa, Yenna - Sabrina Glevissig spojrzała wiedźminowi w oczy. - Jeszcze raz gratuluję ci... gustu. - Dziękuję - głos Yennefer był podejrzanie zimny. Dziękuję, moja droga. Filippa Eilhart była w towarzystwie Dijkstry. Geralt, który miał niegdyś przelotny kontakt z redańskim szpiegiem, w zasadzie powinien był się ucieszyć - wreszcie trafił na kogoś znajomego, kto jak i on nie należał do konfraterni. Ale nie cieszył się. - Cieszę się, że cię widzę, Yenna - Filippa ucałowała powietrze obok kolczyka Yennefer. - Witaj, Geralt. Oboje znacie hrabiego Dijkstrę, prawda? - Któż go nie zna - Yennefer skłoniła głowę i podała Dijkstrze rękę, którą szpieg ucałował z rewerencją. - Rada jestem znowu was widzieć, hrabio. - To dla mnie radość - zapewnił szef tajnych służb króla Vizimira - znowu cię widzieć, Yennefer. Zwłaszcza w tak miłym towarzystwie. Panie Geralt, moje najgłębsze uszanowanie... Geralt, powstrzymując się od zapewniania, że jego uszanowanie jest jeszcze głębsze, uścisnął podaną dłoń a raczej spróbował to uczynić, bo jej rozmiary przekraczały normy i czyniły uściśnięcie praktycznie niemożliwym.. Munii.. - W jakiejże to myśli mówicie?. - Dopilnuj, żeby wszyscy tego wysłuchali. Nie chcę już więcej żadnych nieporozumień. Zwłaszcza teraz.. Nie, pomyślał. To nie może być prawda.. Zaniedbamy ich tutaj, broń Boże. Bez nich nie byłoby samego Gerberta z Aurillac. Jednakże ani benedyktyńskimi więziami, ani nawet samym handlem nie da się wyjaśnić rozszerzania się pewnych koncepcji wśród władców takich jak Mieszko, władca Polan, jak ruska Normanka, Olga, i jej wnuk, Włodzimierz, kolejny przybyły z Nowogrodu zdobywca i władca Kijowa, jak władca Duńczyków, Harald Dobry, zwany Sinozębym, jak władca Madziarów Gejza i wodzowie niezależnych odeń plemion węgierskich. Nie da się, ponieważ tych koncepcji nie mogli przynieść ze sobą i krzewić arabscy kupcy żydowscy z kalifatu Kordowy, kalifatu bagdadzkiego i miast Chorezmu. A to oni głównie przybywali na ziemie, gdzie można było tanio kupić - niewolników. Niewolników i - bursztyn. Owszem, skóry też. Ale przede wszystkim - na co pierwszy zwrócił uwagę nasz znakomity historyk kultury i. . . monety, Ryszard Kiersnowski - kupowano tu niewolników. Potęga państwa Polan, o czym nie lubimy wspominać, rosła na bardzo paskudnym gruncie. Archeologia ją zdemaskowała: ślady ekspansji Polan na ziemie sąsiadów znaczą zgliszcza osad czasem i dwutysięcznych jak Chodlik, z których Polanie brali niewolnika by sprzedawać ich owym arabskim kupcom żydowskim. Skąd wiemy, że ich sprzedawali? Nigdzie w Polsce nie znaleziono na terenie Wielkopolski, "skarbów dirhemów arabskich - obok żelaznych kajdanków i dybów. Bo żelaza tu nie brakowało, Polanie go nie kupowali; sami je wytapiali ze swoich bogatych rud darniowych, stąd chyba głównie ich przewaga nad sąsiadami; słynna późniejsza anegdota z owym "idź złoto do złota, my, Polacy, kochamy się w żelazie" nie była bez kozery. Temu żelazu zawdzięczamy państwo polskie. Większość z owych trzydziestu tysięcy dirhemów pochodziła z mennic kalifatu Bagdadu; największy ze skarbów, znalezionych w Wielkopolsce, to równowartość kilkudziesięciu sprzedanych niewolników. Ich cena tutaj wynosiła wedle mojej kalkulacji nieco mniej niż wedle szacunków profesora Kiersnowskiego, co najwyżej od kilkunastu do dwudziestu paru, a nie koło pięćdziesięciu dirhemów. Ze źródeł skandynawskich wiadomo, że za najpiękniejszą ze swych niewolnic handlarz skandynawski wziął od swego pobratymca równowartość dziewięciu owiec, czyli jakieś dwadzieścia parę dirhemów. Dodajmy, że "transport" na zachód musiał opłacać po drodze różne kolejne cła - Koblencja brała 4 denary od niewolnika, biskup z Churu 2 denary - w sumie pewnie z kilkanaście denarów, bo trzeba dodać do tego "opłaty, jakie pobierali wszyscy miejscowi. - Wystawia mnie pan na ciężką próbę.. 12 ruloników z wędzonego łososia i żółtego sera,.